 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
Pratchett naciągacz? |
| Autor |
Wiadomość |
I.Inni

Wiek: 19 Dołączył: 09 Wrz 2004
|
Wysłany: 7 Sierpień 2006, 11:46
|
|
|
| E? A to do czego było? |
_________________ This whole death thing is starting to get a little played out. I mean, who dies nowadays anyway? |
|
|
|
 |
Gadzinisko
Aniołek Krejta

Wiek: 20 Dołączył: 18 Kwi 2005 Skąd: Podkowa Leśna
|
Wysłany: 7 Sierpień 2006, 12:42
|
|
|
| I.Inni napisał/a: | | E? A to do czego było? |
Prawdopodobnie do tego, że ktoś zauważył, że wampiry z A-M zachowują się inaczej niż Magpyrowie. To zdanie wyjaśnia dlaczego... |
_________________
Kto żyw, martwy, kto umiera,
Chodźcie tańczyć Makabrela.
If you don't think your life is worth more than someone else's, sign your donor card and kill yourself. |
|
|
|
 |
nanom

Wiek: 23 Dołączył: 28 Maj 2008 Skąd: warszawa... prawie
|
Wysłany: 18 Czerwiec 2008, 23:55
|
|
|
Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że Pracz naciąga postacie - one się zmieniają wraz z dojrzewaniem cyklu. Przykład CJ jest nie na miejscu, bo a) Niania jednak swqoje doświadczenie też miała, tylko musiała ustępować przed nominalną staruchą, tj. Babcią b) później również inne wampiry manifestują swoje nadprzyrodzone zdolności (Otto w Prawdzie i Maladict w PR).
Ale z drugiej strony muszę przyznać, że czasem się krzywię, jak patrzę na te wszystkie niezgodności i błędy - a trochę się ich nazbierało... Jednak z jeszcze innej strony wyłapywanie tych błędów i przypominanie sobie o nich w trakcie czytania daje pewną satysfakcję :] |
_________________ stalowe ostrze twojego miecza
tysiące głów kruszy i tnie
niewinna krew, tysiące ciał
twój okrzyk śmierci grzmi:
GIŃ PSIE !!!! |
|
|
|
 |
Aida
Moderator
Wiek: 29 Dołączyła: 21 Cze 2004 Skąd: znikąd
|
Wysłany: 1 Sierpień 2008, 23:24
|
|
|
| Cytat: | Przykladow jest wiele. Pratchett, gdy potrzebuje, aby ktos sie zachowal tak, a nie inaczej to zmienia bezpardonowo bohatera, aby pasowal do danej sceny.
Cos jak nagle stworzenie szafy w rogu, ktora stala tu od zawsze. |
Tu niestety muszę w paru miejscach zgodzić się z settlerem i dotyczy to nie tylko postaci. Zauważcie np. jak wygląda sytuacja z Susan. W "Morcie" mamy świetnie dopracowaną fabułę, i scenę pojedynku, z całym mnóstwem drugiego dna. Tymczasem w "Muzyce Duszy" PTerry wciska tam nagle Susan nie wiadomo jak i gdzie, niby, że po pojedynku Śmierć się idzie z nią spotkać, totalna bzdura.
Albo np. niejednokrotnie wspomniane jest, że pomimo, że Vetinari uczył się u Skrytobójców to "nie widziano go by kiedykolwiek używał jakiejś broni". Przez większość cyklu, jest to wysoko rozwinięta postać, która nie musi uciekać się do jakiejkolwiek przemocy, ponieważ jest dostatecznie rozwinięta i inteligentna, żeby wymuszać na otoczeniu inne rozwiązania. Nawet w "Jingo" trzyma kuszę w dwóch palcach jak zdechłego szczura za ogon, a całe jego działanie sprowadza się do uniknięcia wojny – a tym samym ofiar w ludziach (i jeszcze przypomnijcie sobie scenę przy łodzi podwodnej i "to nie będzie samobójstwo"). Potęga Vetiego polega na wywoływaniu strachu bez konieczności uciekania się do przemocy. I jest to jego największy atut w całej serii! Po czym nagle w "Night Watch" mamy nie tylko Vetinariego, który wiadomo co robi, to jeszcze w dalszych częściach są już wprost wskazania, że zdarza mu się wydawać wyroki śmierci...
No słuchajcie, porażka po prostu. Ja się przez to do całej serii zniechęciłam. |
_________________ Sa o Roma babo, e bakren chinen, a me chorro, dural vesava.
Sa me amala oro kelena, oro kelena, dive kerena.
Ediwado babo, amenge bakro, sa o Roma babo, e bakren chinen.
Sa o Roma babo babo, sa o Roma o daje, sa o Roma babo babo, sa o Roma daje. |
|
|
|
 |
Uboot
Moderator

Wiek: 25 Dołączył: 16 Maj 2005 Skąd: Bydgoszcz
|
Wysłany: 2 Sierpień 2008, 00:31
|
|
|
| Aida napisał/a: | No słuchajcie, porażka po prostu. Ja się przez to do całej serii zniechęciłam. |
Ja na szczęście, mimo iż w serii występują te same postaci i miejsca, traktuję każdą książkę jako coś osobnego. Nie jest to dla mnie jakimś rażącym uchybieniem dyskwalifikującym serię, czy też cały dorobek Pracza.
Faktycznie, jeżeli książki z serii pisane byłyby jedna po drugiej to mógłbym zgrzytać zębami, ale jeżeli mamy przerwy (inne książki) to nie widzę problemu. Nie pamiętam tych wszystkich szczegółów. Problem mają CI, którzy czytają seriami.
Dla mnie zmiany są dowodem na to, że Pterry ma odwagę ingerować w świat którego jest Stwórcą. Niejeden autor bałby się wprowadzać jakiekolwiek zmiany. Ba, milczał by na ich temat, a Pracz bez skrępowania o nich mówi. Pamiętajmy zresztą że ten Świat rządzi się swoimi prawami, mamy magię zamiast fizyki, przysłowiowa szafa może nagle zmienić swoje miejsce i będzie to piękna nieprzewidywalność, zamiast smutnej monotonni.
I pamiętajmy, że dzięki takim zabiegom mamy możliwość poznania wielu zdarzeń i historii, które bez takiej ingerencji nie miałyby prawa zaistnieć.
Podsumowując. Mnie to nie przeszkadza, a i więcej, podoba mi się ta nieprzewidywalność. |
|
|
|
 |
nanom

Wiek: 23 Dołączył: 28 Maj 2008 Skąd: warszawa... prawie
|
Wysłany: 2 Sierpień 2008, 02:34
|
|
|
Ja będę polemizował. Od początku serii jest wspominane, że Patrycjusz wrzucał ludzi do lochów, nawet jeśli tymi ludźmi byli tylko uliczni aktorzy i mimowie. Potem w którejś części (darujcie, że nie przypomnę sobie od razu) sierż. Colon z lękiem wspomina, że "Patrycjuszowi może się to nie spodobać. Może nawet stać się... ironiczny", co po angielsku nabiera znaczącej dwuznaczności, prawda? No i last but not least, przypomnijcie sobie zachowanie Vetinariego tuż przed wizytą Szpili i Tulipana...
A że za młodu inhumował? Cóż, skoro się u skrytobójców kształcił, to zabijać musiał, taka szkoła. Poza tym osobiście nie wydaje mi się, żeby często przyjmował zlecenia, bardziej interesowało go chyba szkolenie techniczne i doskonalenie swoich umiejętności.
Dla mnie epizod z Night Watch był świetnym uzupełnieniem wizerunku Vetinariego, czymś co do tej pory było tylko wspominane, a nigdy pokazane. To tak jak Wojny Klonów w starej trylogii Star Wars |
_________________ stalowe ostrze twojego miecza
tysiące głów kruszy i tnie
niewinna krew, tysiące ciał
twój okrzyk śmierci grzmi:
GIŃ PSIE !!!! |
| |
|
|
|
 |
Pasikorek
Moderator

Wiek: 28 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 2 Sierpień 2008, 14:16
|
|
|
| Dokładnie jak napisał poprzednik. Chociaż ogólnie uważam, że Pracz czasami dopasowuje sobie postacie do konkretnej sytuacji, bo tego wymaga narracja, to akurat przypadek z Vetim jest IMO nietrafiony. Epizod z SN to byly młode lata patrycjusza i tyle. Teraz już nie musi być tyrbikiem w maszynie miasta, teraz już nauczył się tylko oliwić tam gdzie potrzeba. |
|
|
|
 |
Aida
Moderator
Wiek: 29 Dołączyła: 21 Cze 2004 Skąd: znikąd
|
Wysłany: 2 Sierpień 2008, 17:49
|
|
|
| Cytat: | | Patrycjusz wrzucał ludzi do lochów, nawet jeśli tymi ludźmi byli tylko uliczni aktorzy i mimowie. Potem w którejś części (darujcie, że nie przypomnę sobie od razu) sierż. Colon z lękiem wspomina, że "Patrycjuszowi może się to nie spodobać. Może nawet stać się... ironiczny" |
Właśnie o tym mówię. Tzn. można spekulować, że "ironic" od "iron", ale zauważcie, że to wypowiedź Colona. Poza lochami nie ma słowa o robieniu innym krzywdy, że tak powiem. Strach wynika ze stwarzania poczucia strachu, i to wyłazi ze wszystkich stron, a podkreślane jest w opisach, w wielu miejscach i książkach. W "The Truth" zaczyna się już zmiana stylu serii i zmiana koncepcji postaci.
W SN ta zmiana postępuje, imho na gorsze, tzn. mniej interesujące niestety.
Trzeba by to Pterremu zasugerować gdzieś. |
_________________ Sa o Roma babo, e bakren chinen, a me chorro, dural vesava.
Sa me amala oro kelena, oro kelena, dive kerena.
Ediwado babo, amenge bakro, sa o Roma babo, e bakren chinen.
Sa o Roma babo babo, sa o Roma o daje, sa o Roma babo babo, sa o Roma daje. |
|
|
|
 |
ponder
Dołączył: 27 Sty 2010
|
Wysłany: 15 Kwiecień 2010, 17:42
|
|
|
| Aida napisał/a: | | Cytat: | Przykladow jest wiele. Pratchett, gdy potrzebuje, aby ktos sie zachowal tak, a nie inaczej to zmienia bezpardonowo bohatera, aby pasowal do danej sceny.
Cos jak nagle stworzenie szafy w rogu, ktora stala tu od zawsze. |
Tu niestety muszę w paru miejscach zgodzić się z settlerem i dotyczy to nie tylko postaci. Zauważcie np. jak wygląda sytuacja z Susan. W "Morcie" mamy świetnie dopracowaną fabułę, i scenę pojedynku, z całym mnóstwem drugiego dna. Tymczasem w "Muzyce Duszy" PTerry wciska tam nagle Susan nie wiadomo jak i gdzie, niby, że po pojedynku Śmierć się idzie z nią spotkać, totalna bzdura.
Albo np. niejednokrotnie wspomniane jest, że pomimo, że Vetinari uczył się u Skrytobójców to "nie widziano go by kiedykolwiek używał jakiejś broni". Przez większość cyklu, jest to wysoko rozwinięta postać, która nie musi uciekać się do jakiejkolwiek przemocy, ponieważ jest dostatecznie rozwinięta i inteligentna, żeby wymuszać na otoczeniu inne rozwiązania. Nawet w "Jingo" trzyma kuszę w dwóch palcach jak zdechłego szczura za ogon, a całe jego działanie sprowadza się do uniknięcia wojny – a tym samym ofiar w ludziach (i jeszcze przypomnijcie sobie scenę przy łodzi podwodnej i "to nie będzie samobójstwo"). Potęga Vetiego polega na wywoływaniu strachu bez konieczności uciekania się do przemocy. I jest to jego największy atut w całej serii! Po czym nagle w "Night Watch" mamy nie tylko Vetinariego, który wiadomo co robi, to jeszcze w dalszych częściach są już wprost wskazania, że zdarza mu się wydawać wyroki śmierci...
No słuchajcie, porażka po prostu. Ja się przez to do całej serii zniechęciłam. |
Co do Susan - czepialstwo i tyle. Prachett dzięki temu jej przeniesieniu się w przeszłość poprawił dość łataną rozmowę z "Morta". Sądzę, że miał to w zamyśle od początku.
A Vetinari? Przypomnę z "Czarodzicielstwa" (nie sarkać, że niedokładnie, bo z pamięci piszę): "On jest niedobry i niesprawiedliwy. Rzecz w tym, że jest niedobry i niesprawiedliwy po równo, dla wszystkich". To, że nigdy nie widziano go z bronią - to o niczym nie świadczy. W końcu jego specjalizacją było maskowanie.
A że zarzucę jeszcze jednym cytatem (chyba z "S!S!" i też z pamięci): "Vetinari nie torturował ludzi na śmierć, chyba że było to konieczne". |
|
|
|
 |
Mostly Human

Dołączyła: 30 Maj 2004
|
Wysłany: 22 Kwiecień 2010, 22:59
|
|
|
| Cytat: | | Albo np. niejednokrotnie wspomniane jest, że pomimo, że Vetinari uczył się u Skrytobójców to "nie widziano go by kiedykolwiek używał jakiejś broni". Przez większość cyklu, jest to wysoko rozwinięta postać, która nie musi uciekać się do jakiejkolwiek przemocy, ponieważ jest dostatecznie rozwinięta i inteligentna, żeby wymuszać na otoczeniu inne rozwiązania. Nawet w "Jingo" trzyma kuszę w dwóch palcach jak zdechłego szczura za ogon, a całe jego działanie sprowadza się do uniknięcia wojny – a tym samym ofiar w ludziach (i jeszcze przypomnijcie sobie scenę przy łodzi podwodnej i "to nie będzie samobójstwo"). Potęga Vetiego polega na wywoływaniu strachu bez konieczności uciekania się do przemocy. I jest to jego największy atut w całej serii! Po czym nagle w "Night Watch" mamy nie tylko Vetinariego, który wiadomo co robi, to jeszcze w dalszych częściach są już wprost wskazania, że zdarza mu się wydawać wyroki śmierci... |
Wiesz, sądzę, że fakt, że Pratchett nie pisał wprost, iż Vetinari wydawał wyroki śmierci przed "Piekłem pocztowym", nie oznacza, że w ogóle tego nie robił. Tak samo jak wiedział, komu dać jeszcze jedną szansę, a kogo bezpieczniej zachować przy życiu, to wiedział też, kogo lepiej przy nim nie zachowywać. Szczerze wątpię, żeby chociażby taki Carcer, po tym wszystkim, co zrobił, został skazany na dożywocie... Sama morporska rzeczywistość raczej nie przewiduje nieistnienia kary śmierci. To nie jest typ społeczeństwa, który nie zgadzałby się na karę śmierci ze względów humanitarnych. Fakt faktem dużym sukcesem Vetinariego jest to, że wywołuje strach poprzez samą, hm, sugestię. Ale przy takim społeczeństwie, jaki prezentuje lud Ankh-Morpork, sama sugestia zbyt długo nie mogłaby się utrzymać - muszą dziać się rzeczy, które będą ją potwierdzać - jeśli prawo mówi "zawiśniesz za to", to zawiśniesz, a nie "no, w sumie mam dobry dzień, tym razem ci się upiekło, a w ogóle to wiesz, ja tylko tak straszę."
Vetinari, owszem, rozwija się przez całą serię, ale tak naprawdę pewne podstawowe założenia dotyczące jego osoby (nie licząc może tych najwcześniejszych kreacji) pozostają niezmienne. Robi dla miasta to, co jest konieczne, by funkcjonowało. A nie wszystko da się zrobić w białych rękawiczkach. |
_________________ -Posiadam taką zadziwiającą moc!Patrz!- uniósł pobliski kamień, chwycił to, co leżało pod nim, i machnął ręką- Wiszisz? Zaskoczony, co?
-Bardzo.
-Aha!
-Nigdy dotąd nie widziałem, żeby ktoś tak postępował ze skorpionem. |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |