 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
[#FF] Granica |
| Autor |
Wiadomość |
Fluffy

Wiek: 18 Dołączyła: 10 Wrz 2008 Skąd: Nuuu
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 18:14 [#FF] Granica
|
|
|
Wklejam to tutaj w nagłym przypływie szalonej odwagi. Uprzedzam z góry, że fanfik jest o tematyce yaoi, więc jeśli ktoś naprawdę tego nie znosi, niech nie czyta. Co dodać więcej? Zainspirowany piosenką "Mr Brightside" Killersów. Miniaturka. SV/HV.
A! I nie zjedzcie mnie za to ^^
Enjoy!
GRANICA
Gdy wychodził nocą z Pałacu, starannie zadbał o to, by nikt, nawet Drumknott, nie zauważył jego nieobecności. Wykorzystując kilka tajemnych przejść oraz niewielkie wyjście na dach i z wprawą nabytą w czasie lat szkolenia w Gildii Skrytobójców zachowując idealną ciszę (która i tak nie była potrzebna, krzyki zza murów Pałacu skutecznie zagłuszały wszelkie inne hałasy), wykradł się na niezbyt świeże powietrze Ankh-Morpork. Jego szarogranatowa szata wtapiała się w ciemne plamy nocy.
Przez chwilę stał na wietrze, wsłuchując się w stłumione dźwięki miasta i wyczuwając subtelne zapachy.
Och. Kolejny pożar w Załatanym Bębnie. Pewnie znowu właściciel będzie jąkał coś o tu-bez-pieczeni. Włamanie, sądząc po wrzaskach, nielicencjonowane, na Kablowej.
W myślach przyjrzał się mapie miasta. Jeśli skręci w lewo, później wykorzysta kładkę między dachami nad ulicą Wiązów… Spacer nie powinien mu zająć dłużej niż kilka minut. W cieniu komina poczekał, aż powolny gargulec obróci głowę.
Bezszelestnie poruszał się w aksamicie mroku. Żaden przypadkowy obserwator nie był w stanie dostrzec choćby skrawka jego szaty podczas niemego tańca z cieniami nocy.
On zaś widział wszystko. Postarał się przypadkowo strącić cegłę na głowę zabójcy z Mroków. Uchylił się przed bełtem z kuszy młodego skrytobójcy i kantem dłoni skorygował trajektorię jego lotu.
Kiedy w końcu dotarł do celu, czuł się dość niezręcznie. A ten fakt sprawiał, że coraz szybciej tracił swoją wrodzoną pewność siebie.
Przykucnął na dachu jednego z bogato zdobionych dworków i uniósł dłoń, by podrapać się po krótkiej bródce. Dlaczego to jedno, pozoru mało znaczące wydarzenie tak wiele zmieniło? Nadal czuł na swoich ustach gorzki smak cygar wymieszany ze słodyczą jabłek, zerwanych z drzewka rosnącego w kącie posiadłości Ramkinów.
Westchnął cicho. To przecież i tak nie może się udać. Obaj są postaciami znanymi wśród mieszkańców Ankh-Morpork. Plotki rozeszłyby się szybciej, niż on sam zdołałby im zapobiec. Mimo to…
Zastygł w bezruchu, gdy sylwetka strażnika pojawiła się w jego polu widzenia. Widział, jak Vimes swoim charakterystycznym krokiem przemierza chodnik. Bacznie obserwował Sir Samuela, gdy ten zatrzymał się przed drzwiami pałacyku. Jego uwadze nie umknął moment zawahania się komendanta Straży. Zdumiony zauważył, że dłoń Vimesa dotyka jego ust, i usłyszał ciche, zrezygnowane westchnięcie. Dopiero wtedy Samuel nacisnął klamkę i wszedł z wieczornego chłodu do domu, gdzie czekała na niego Sybil.
Vetinari przez chwilę zastanawiał się, jak by to było mieć kogoś takiego, kto martwiłby się o niego, gdyby zbyt późno wracał. To prawda, służba dobrze się nim opiekowała, ale mimo to nie mogła zastąpić tego kogoś, którego Patrycjusz miał na myśli. Dlaczego mimo codziennych spotkań nadal byli tak od siebie oddaleni?...
Przeskoczył na sąsiedni budynek, gdy zobaczył zapalone w sypialni światło. Stąd dokładnie widział, co dzieje się wewnątrz. W myślach przeklinał się za to. On, najważniejsza i najbardziej poważana osoba w mieście, okazywał swoją słabość. Uganiał się za Samuelem Vimesem jak jakiś głupi szczeniak. Jednak to było silniejsze nawet od niego.
Nieco zawiedziony zobaczył Lady Sibil wkraczającą dumnym krokiem do sypialni. Przysiadł na dachówkach zapierając się nogami o rynnę. Zmrużył oczy pozwalając swojemu ciału zapaść w półsen. Wydawało mu się, że minęły godziny, zanim w pokoju pojawiła się upragniona postać. Twarz Patrycjusza nieco się rozjaśniła.
Spokój nie zdążył się jednak na stałe zagościć na obliczu Vetinariego. Gdy Samuel wszedł do pokoju, Sybil podeszła do niego całując w policzek. Patrycjusz zauważył lekki uśmiech strażnika. Vimes objął swoją żonę, pocałował gorąco i, unosząc ją nieco w górę, obrócił się wokół własnej osi. Teraz Havelock miał widok na tył głowy Sama i pełną zadowolenia minę Lady Ramkin.
Chociaż zwykle nie pozwalał swoim uczuciom wypłynąć na powierzchnię duszy, teraz mur rozsądku runął. Czuł buzującą w żyłach krew. Czarne plamy przesłoniły mu wzrok. Prawie nie był świadomy ruchu swojej dłoni, która samowolnie powędrowała do przypiętego do łydki kawałka drewna. Palce drugiej dłoni wyciągnęły z kieszeni zgrabną, również drewnianą, konstrukcję.
Nie był w stanie przeciwstawić się zazdrości. Ta niechciana emocja pokierowała ciałem Patrycjusza wkładając bełt w rowek prowizorycznej kuszy.
A przecież wiedział, że to i tak nie mogłoby się udać.
Niemal bezwiednie uniósł ramię. Wprawne oko szybko znalazło cel. Wymierzył. Palec wypuścił bełt.
Drewno trafiło w szczelinę otwartego okna ledwie słyszalnym szmerem powietrza sygnalizując swój lot. Dusza Strażnika zareagowała instynktownie pozwalając Bestii przejąć kontrolę nad ciałem. Vimes kątem oka ocenił odległość i kierunek lotu bełtu, odskoczył w bok, obrócił się twarzą do okna…
…akurat w chwili, gdy zaostrzony kawałek drewna uderzył w pierś zaskoczonej Sybil.
W ułamku sekundy był przy niej. Szybkim ruchem wyjął bełt z ciała swojej żony i rękawem starał się zatamować krwawienie. Mimo jego rozpaczliwych starań oczy Lady Ramkin zaszły mgłą. Strzał prosto w serce. Na takie rzeczy się umiera.
Vetinari przerażony własnym uczynkiem cofnął się w głębszy cień. Choć nie do końca wiedział, dlaczego to zrobił, doskonale zdawał sobie sprawę z celu swojego działania. Nie było nim zabicie Samuela Vimesa. Bynajmniej. Za bardzo mu na nim zależało.
Patrycjusz widział, jak Sir Samuel z bladą, ale poważną twarzą podnosi się z podłogi. Bełt złamał się wpół w stalowym uścisku strażnika. Jego pusty, pozbawiony nadziei wzrok przeszył Vetinariego, choć ten był pewien, że mrok skrywa dokładnie jego sylwetkę. A jednak spojrzenie komendanta zdołało go odnaleźć.
I nagle Havelock zrozumiał, że Vimes już wie. I zrozumiał, że to już koniec. Koniec, nim cokolwiek zdążyło się zacząć. Zrozumiał, że tym razem posunął się za daleko. Przekroczył granicę.
Granicę kilku cali sosnowego drewna. |
_________________ Wymyślcie to szybko - jeśli się nawet mylicie, to co z tego? Może będziecie mieli szczęście i zastosujecie złe rozwiązanie w taki sposób, że zadziała?
-Walter Slowotsky
Droga do Ehvenor, Joel Rosenb
http://podpisdlaklimatu.vattenfall.pl/ - podpisz, ratuj klimat! |
| |
|
|
|
 |
arekrem

Wiek: 19 Dołączył: 10 Sie 2007 Skąd: Inąd Zdrój
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 18:24
|
|
|
| Językowo poprawnie. Cała treść jest totalnie do dupy. |
_________________ "Wiele może się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami a brzegiem pucharu." |
|
|
|
 |
settler
Pirat Rabarbar

Dołączył: 14 Lut 2004 Skąd: Gdańsk
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 19:16
|
|
|
| arekrem napisał/a: | | Językowo poprawnie. Cała treść jest totalnie do dupy. |
Nie czytam fanfikow (wiec i tego nie przeczytalem), ale taka wypowiedz zawsze jest nie na miejscu. Zamiast wkladac sobie rozne rzeczy do tylnej czesci ciala moglbys napisac co ci sie nie podoba.
Kontruktywna krytyka, o to nam chodzi. Mam nadzieje, ze to ostatni raz. |
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu |
|
|
|
 |
arekrem

Wiek: 19 Dołączył: 10 Sie 2007 Skąd: Inąd Zdrój
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 19:55
|
|
|
| Powiedzmy, że jak przeczytałem powyższe dziełko, zrobiło mi się niedobrze. Vetinari mordujący Sybil, bo kocha Vimesa 0.0 To się po prostu w głowie nie mieści. |
_________________ "Wiele może się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami a brzegiem pucharu." |
|
|
|
 |
Fluffy

Wiek: 18 Dołączyła: 10 Wrz 2008 Skąd: Nuuu
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 20:02
|
|
|
Zapomniałam dodać, że postacie są zupełnie OOC ^^;
Ale wracając do twojego pierwszego komentarza: wtedy mi zrobiło się niedobrze. Rozumiem krytykę - nie mam nic przeciwko. Ale nie musisz jej wyrażać w taki sposób. Poczułam się urażona.
Flu |
_________________ Wymyślcie to szybko - jeśli się nawet mylicie, to co z tego? Może będziecie mieli szczęście i zastosujecie złe rozwiązanie w taki sposób, że zadziała?
-Walter Slowotsky
Droga do Ehvenor, Joel Rosenb
http://podpisdlaklimatu.vattenfall.pl/ - podpisz, ratuj klimat! |
|
|
|
 |
arekrem

Wiek: 19 Dołączył: 10 Sie 2007 Skąd: Inąd Zdrój
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 20:40
|
|
|
| Tylko, że dawno nie czytałem czegoś tak groteskowo kiepskiego. Przepraszam, sam trochę piszę, i wiem jak dotkliwa bywa krytyka, zwłaszcza nieuargumentowana. W pierwszym poście dałem się ponieść emocjom. To nie tak, że jestem jakimś fanboyem Pratchetta, i każde odstępstwo od treści jego książek uważam za świętokradztwo. Bardziej o to chodzi, że zalatuje mi to MTV, Brokeback Mountain i gejowskimi romansidłami fantasy... No i faktycznie, postacie to nie są te same postacie co w książce. Sam jest zbyt czuły, Vetinari zachowuje się jakby nie miał mózgu i daje się ponieść emocjom, no i jest gejem (sic!). Jedyną wartość jaką to opowiadanko przejawia, jest wartość prowokacyjna. Jeżeli taki był twój cel, to gratulacje. |
_________________ "Wiele może się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami a brzegiem pucharu." |
|
|
|
 |
Agata_G
Moderator

Wiek: 24 Dołączyła: 20 Paź 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 21:04
|
|
|
Arekrem - na samym początku autorka wyraźnie zaznaczyła [nawet dwukrotnie], jaka jest tematyka jej posta, więc jeżeli cię to razi, nie powinieneś w ogóle tego czytać. A skoro już przeczytałeś - chociażby z dobrego wychowania siedzieć cicho.
A jeśli chodzi o rzeczonego posta, to jestem w stanie ocenić tylko ortografię (brakuje paru przecinków i jest kilka literówek), o treści nie będę się wypowiadać. |
_________________
 |
|
|
|
 |
Fluffy

Wiek: 18 Dołączyła: 10 Wrz 2008 Skąd: Nuuu
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 21:06
|
|
|
1.Nie, nie miała to być prowokacja, tylko zwykła miniaturka yaoi. Ostrzegałam w opisie tekstu. Jeśli zalatuje ci Brokeback Mountain, to tylko dlatego, że nie jesteś fanem yaoi. Fakt, na początku powinnam była uprzedzić, że tekst jest tkliwy, romansidłowy i zupełnie OOC, ale w żadnym wypadku nie jest to prowokacja.
2.Nie chodzi mi tu o krytykę, ale o sposób jej wyrażenia. Myślę, że, po pierwsze, jednolinijkowiec nie niosący ze sobą treści nie może być nazywany pełnoprawnym komentarzem, a po drugie, nie musi być pisany wulgarnym językiem. Nie dlatego, że jestem całkowicie przeciwna wulgaryzmom, ale nie jest to miłe, gdy zobaczy się je w opinii.
Flu
EDIT: | Cytat: | | A jeśli chodzi o rzeczonego posta, to jestem w stanie ocenić tylko ortografię (brakuje paru przecinków i jest kilka literówek), o treści nie będę się wypowiadać. |
Czy mogłabym prosić o wypisanie błędów? Umieszczałam je jeszcze na innych forach, więc chciałabym je poprawić ^^ I dzięki za nie-zjedzenie mnie komentowaniem treści ;p
[ Komentarz dodany przez: Agata_G: 10 Styczeń 2009, 21:23 ]
Done. |
_________________ Wymyślcie to szybko - jeśli się nawet mylicie, to co z tego? Może będziecie mieli szczęście i zastosujecie złe rozwiązanie w taki sposób, że zadziała?
-Walter Slowotsky
Droga do Ehvenor, Joel Rosenb
http://podpisdlaklimatu.vattenfall.pl/ - podpisz, ratuj klimat! |
|
|
|
 |
lady_Vetinari
Wiek: 18 Dołączyła: 01 Paź 2008 Skąd: Ankh-Morpork
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 22:11
|
|
|
jeśli mogę się wypowiedzieć...
sam zupełnie nie-Pratchettowski pomysł - OK, święte prawo fanfików
ogólnie nie dla mnie wizja homo-Patrycjusza, ale nie krytykuję, każdy ma prawo do własnej wizji
jedyne, co mi się nie podoba:
| Cytat: | | Vetinari przerażony własnym uczynkiem cofnął się w głębszy cień |
Patrycjusz nie bywa przerażony własnymi uczynkami...
życzę sukcesów w pisaniu! |
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe |
|
|
|
 |
Fluffy

Wiek: 18 Dołączyła: 10 Wrz 2008 Skąd: Nuuu
|
Wysłany: 10 Styczeń 2009, 22:18
|
|
|
Dzięki za to, że mimo niechęci napisałaś dość pozytywny komentarz ^^
| lady_Vetinari napisał/a: | | Patrycjusz nie bywa przerażony własnymi uczynkami... |
Miniaturka była inspirowana piosenką i, choć nie ma tego w słowach, ba! nawet jest coś zupełnie odwrotnego, po prostu melodia przyniosła gotowy pomysł. Nie bardzo miałam wpływ na to, co się wytworzyło w mojej głowie ^^ Mnie też nie pasuje takie zachowanie Patrycjusza, ale... słowo Wena, słowem ważniejszym od mojego xD
Flu |
_________________ Wymyślcie to szybko - jeśli się nawet mylicie, to co z tego? Może będziecie mieli szczęście i zastosujecie złe rozwiązanie w taki sposób, że zadziała?
-Walter Slowotsky
Droga do Ehvenor, Joel Rosenb
http://podpisdlaklimatu.vattenfall.pl/ - podpisz, ratuj klimat! |
|
|
|
 |
lady_Vetinari
Wiek: 18 Dołączyła: 01 Paź 2008 Skąd: Ankh-Morpork
|
Wysłany: 11 Styczeń 2009, 15:43
|
|
|
oj, tak, Wena, to ja już rozumiem i się czepiać nie będę, bo ona prowadzi na manowce i nikt się nie obroni
oj, tam, zaraz niechęci!!! skądże! nie mój klimat, ale naprawdę - jest w porządku
Zresztą, za pisanie mogę pojechać tylko ludzi, co nie potrafią pisać - inaczej ZAWSZE znajduję pozytywy. Sama piszę, nie publikuję nigdzie, ale wiem, że ostra, chamska krytyka by mnie załamała... więc nigdy nie krytykuję niekonstruktywnie
ogólnie - naprawdę niezłe. Życzę owocnej pracy twórczej :* |
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 18 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 18 Styczeń 2009, 11:49
|
|
|
| arekrem napisał/a: | | Vetinari mordujący Sybil, bo kocha Vimesa 0.0 To się po prostu w głowie nie mieści. |
Mieści. Pod warunkiem, że jest naprawdę bardzo napisane.
Wszystko da się czytelnikowi wmówić, jeśli wie się, jak nadać postaciom pozory pozostawania nadal tymi samymi postaciami.
Niestety, Fluffy tego nie umie.
Pod względem językowym i stylistycznym chyba bez zarzutu. Piszesz dobrze.
Ale.
Całkowicie OOC. I o tym naprawdę się powinno uprzedzać. Przede wszystkim powinno się tego unikać w trakcie pisania. To straszliwie irytujące, gdy postacie mają z pierwowzorami wspólne tylko imię.
Początek jeszcze w porządku, np.
| Fluffy napisał/a: | | Uchylił się przed bełtem z kuszy młodego skrytobójcy i kantem dłoni skorygował trajektorię jego lotu. |
Brzmi jak coś, co Vetinari mógłby ewentualnie zrobić. Ale końcówka?
Nie, nie, nie. Patrycjusz jest uosobieniem kontroli, i to kontroli nad sobą samym. I za to go kochamy.
| Fluffy napisał/a: | | Nadal czuł na swoich ustach gorzki smak cygar wymieszany ze słodyczą jabłek, zerwanych z drzewka rosnącego w kącie posiadłości Ramkinów. |
Ewentualny ich pocałunek byłabym może w stanie wyobrazić sobie jako efekt wielkiej kłótni (tj, Vimes by się kłócił. Vetinari kiwałby głową z rozbawieniem), nonsensowny i pełen frustracji. Ale w kącie posiadłości Ramkinów, przy zrywaniu jabłek? Nie ma szans.
Sama jestem entuzjastką slasha jako gatunku, pod warunkiem że jest to slash jakoś psychologicznie uzasadniony. V/V ma nienajgorszy potencjał, ale bardzo rzadko ten potencjał wykorzystuje się właściwie (mówię to jako ktoś, kto spędza 5 godzin dziennie na FFN).
Poza tym... osobiście wyznaję dyskowy OTP, czyli Vetinari/Margolotta. Jest tak oczywisty i tak sensowny, że naprawdę nie ma potrzeby kombinowania.
Nie chcę, żebyś poczuła się, za przeproszeniem, zgnojona. Piszesz dobrze. Po prostu fabuła jest zbyt nieprawdopodobna.
A, BTW. To nie yaoi, to shounen-ai. Nie pisz 'yaoi', potencjalny czytelnik może się przestraszyć - sama miałam zamknąć okno, pomyślałam jednak, że na forum nikt chyba nie będzie zamieszczał opisów dzikiego gejowskiego seksu.
Naprawdę należy wprowadzić rozróżnienie między tymi gatunkami.
Ach. I życzę powodzenia w dalszej twórczości. Trzymam kciuki, bo piszesz naprawdę nieźle. |
_________________ Lecz on siedział, a siedząc siedział i siedział jakoś tak siedząc, tak się zasiedział w siedzeniu swoim, tak był absolutny w tym siedzeniu, że siedzenie, będąc skończenie głupim, było jednak zarazem przemożne.
Gombrowicz, który wielkim pisarzem był |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang |