Sherlock Holmes - dokładnie to czego się spodziewałem. Bardzo fajna wariacja na temat najbardziej znanego detektywa na świecie. Holmes i Watson w tym filmie, to takie trochę badassy. Mamy pościgi, bójki, wybuchy, intrygi na wysokim szczeblu i geniusz detektywistyczny Sherlocka. Całość umieszczona w świetnie wykreowanym świecie. W filmie oczywiście czuć mocno styl Guya Ritchiego, ale odpowiednio dopasowany do wiktoriańskiej Anglii. Aha, Robert Downey Jr. idealnie pasuje do takiej kreacji Holmesa.
Naprawdę kawał dobrego kina rozrywkowego. Jedynie można sie zawieść, jeśli ktoś oczekuje kolejnego filmu z Holmesem przepytujących setki służących przez półtorej godziny. Właśnie dlatego ten film mi się podoba, ponieważ jest to inne spojrzenie na tego bohatera. I o ile wierzyć plotkom to dzięki sukcesowi tego filmu powstanie druga część.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Wiek: 25 Dołączył: 10 Maj 2007 Skąd: Z zaskoczenia.
Wysłany: 17 Styczeń 2010, 20:22
Zgadzam się. Ponadto ta postać Holmesa jest sporo bliższa mojemu wyobrażeniu z książek, niż ten miły starszy pan w kapeluszu do polowania z tzw Klasycznego Wizerunku.
_________________ Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.
Nowy Holmes świetny.
Postać Sherlocka jako żywo przypomina mi Dr House'a z podejściem 'Po cholerę pytać ludzi skoro kłamią. Lepiej się opierać na faktach i obserwacji, one nie kłamią'. Przy tym przesiąknięty sarkazmem, momentami wręcz gburowaty i zrażający do siebie wszystkich już przy pierwszym spotkaniu oraz wypróbowujący osobiście (ewentualnie na zwierzakach) nowe metody.
Generalnie kilka scen z dialogami między Holmesem a Watsonem jako żywo przypominało mi dialogi House'a i Wilsona
Sherlock Holmes - dokładnie to czego się spodziewałem.
Zgadzam się z Aragornem. Mam dokładnie takie samo odczucie.
Cały film to świeży pomysł na oklepany temat. Wychylenie akcji w stronę... no, akcji to świetny chwyt. Nie umniejszono tu jednak wcale intelektu Holmesa, to jest nadal mózgowiec obdarzony nieziemską zdolnością obserwacji i kojarzenia faktów - dodano mu tylko +5 do martial arts.
Zabrakło mi tylko kultowego "Elementary, my dear Watson" - bez tego film uznaję za niekompletny.
Tak, wiem że takie zdanie nigdy w prozie Doyle'a nie padło. Ale na stałe wpisało się w światową kulturę i grzechem było tego nie wykorzystać...
Ponieważ już z Agatą dużo na ten temat rozmawiałem, to i tutaj napiszę.
Wiele osób wytworzyło sobie obraz Holmesa jako kolesia w fotelu przepytującego kolejnych lokajów. Widać powstało za dużo nudnych filmów o nim.
Holmes w książkach biegał z rewolwerem, był bardzo uzdolnionym bokserem i szermierzem, ćwiczył wschodnie sztuki walki. Dlatego nic w tym filmie nie zostało wzięte z kosmosu.
Jedyne co to może za bardzo został przedstawiony jako "zakapior", ale tutaj też z drugiej strony w książkach brał kokainę, co zresztą nie zawsze wychodziło mu na dobre.
I między innymi dlatego uważam, że postać Holmesa mimo, iż ukazana inaczej niż w pozostałych filmach to wcale nie odbiega od oryginału tak bardzo jak by się mogło wydawać.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Nie widziałam ani jednego filmu z Holmesem, więc filmy na pewno nie wpłynęły na mój odbiór tej postaci. Za to książki czytałam. Oczywiście, masz rację - Holmes biegał z rewolwerem, bił się itp. ale przecież nie w każdej książce, nie w każdym opowiadaniu. To były jego czynności "poboczne". Przede wszystkim myślał, móżdżył i dedukował. W końcu nie na darmo nazywał się "detektywem".
I jeszcze chciałabym zaznaczyć, że moją [kiepską] ocenę filmu spowodowało to, że widziałam tylko trailer - a tam elementy akcji już są nagromadzone do przesady [bo przecież TRZEBA przyciągnąć widzów, a czym lepiej się przyciągnie jak nie scenami akcji?]. Holmes dokonuje tam niemal cudów zręczności; zupełnie jak Indiana Jones. Poza tym była tam scena, kórą prywatnie nominuję do Najgłupszej Sceny Roku - z nagim Holmesem w łóżku [jakbym ja znalazła kogokolwiek w takim stanie i mi ten ktoś zaczął tak fikać jak Holmes, to by poleżał na tym łóżku ze trzy dni bez wody i jedzenia. aż nie spokornieje].
Jeżeli kiedyś obejrzę cały film, to na pewno nie omieszkam się o nim wypowiedzieć.
Przede wszystkim myślał, móżdżył i dedukował. W końcu nie na darmo nazywał się "detektywem".
Już ci mówiłem, że tego w filmie nie brakuje. Szczególnie dobre jest zakończenie, jeśli już mowa o rozwiązywaniu zagadek. Ale też trzeba pamiętać, że Holmes często (tak jak w filmie) był dość ekscentryczny, robił dziwne doświadczenia i potrafił się odłączać od świata na dłużej. Ale jak trzeba było to działał w zawrotnym tempie. Do tego był pewny swojego geniuszu i skuteczności działania. I to wszystko jest ukazane w filmie.
Oceniasz film po reklamie. To tak jakbyś stwierdziła, jakiś ser jest nie dobry po zdjęciu w ulotce z Tesco. Trailer jest taką formą, że musi być maksymalnie dynamiczny. Jeśli chodzi o elementy humorystyczne, to mi one nie przeszkadzały, wręcz odwrotnie. Fakt faktem, że chyba wszystkie zostały wciśnięte do trailera, więc już w filmie nie są tak śmieszne, jako powtórka.
Przez to, że wypowiadasz się o scenie, której nie widziałaś, to proponuję najpierw obejrzeć film, a dopiero później oceniać. Zresztą zobacz, że powyżej wszyscy oceniają ten film pozytywnie, tylko ty, która go nie widziałaś, krytykujesz.
[ Komentarz dodany przez: Agata_G: 19 Styczeń 2010, 15:31 ]
Toteż właśnie mówię, że jeżeli obejrzę film, to wypowiem się szerzej.
A poza tym ustaliliśmy już, że jestem dziwna, więc nie jest dziwne to, że nie podoba mi się to co innym.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Wiek: 35 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 20 Styczeń 2010, 12:42
Obejrzeliśmy Wszystko co kocham Borcucha i jestem usatysfakcjonowany. Nie jest to może arcydzieło, ale ma swój klimat, naprawdę niezłych młodych aktorów, a na dodatek główna bohaterka mieszka w domu, w którym w rzeczywistości mieszka moja siostra (a niegdyś moi dziadkowie). Wcześniej tego nie skojarzyłem, ale siostra opowiadała mi, że kręcili przed jej domem film i nawet prosili mieszkańców o zdejmowanie nowoczesnych skrzynek pocztowych, co by się nikt nie zorientował, że to nie lata 80-te.
Generalnie ogląda się to bardzo przyjemnie, historia płynie gładko i nienachalnie, a atmosfera tamtego młodzieńczego entuzjazmu jest wprost namacalnie odczuwalna. 8/10
Wreszcie dotarłem i chyba nic więcej nie napisze niż to co już było wcześniej w tym temacie. Fabuła straszna, prostsza i bardziej przewidywalna być nie mogła, zresztą cały scenariusz taki jest, bo cały czas wiadomo co kto zrobi. Do tego treść to raczej bajka (przez te wszystkie animacje komputerowe takie wrażenie jest jeszcze większe) dla dzieci w wieku do 10, może 12 lat. Nie mówiąc, że cały świat wykreowany w filmie bezsensowny i nielogiczny. W Gwiezdnych Wojnach, które są fantasy, a nie s-f wszystko się trzyma kupy, a tutaj niezbyt.
Jednak to wszystko kontrastuje z wykonaniem, gdyż film jest zrobiony rewelacyjnie. Widać ten ogrom pracy poświęconej filmowi, cały świat super dopracowany. Każde ujęcie super przemyślane i atrakcyjne wizualnie. No właśnie, 3D, ktoś tutaj pisał, że 3D tutaj jest nienachalne i delikatne. To chyba widzieliśmy inny film. Widać, że część ujęć była robiona specjalnie z myślą o efekcie w trójwymiarowym kinie. Ale dla mnie to nic złego, to jest film rozrywkowy i efekciarski.
Przed filmem były dwa trailery w 3D. Nowy Shrek i Alicja w krainie czarów (nawet nie wiedziałem, że ten film ma być trójwymiarowy). Co do Alicji to zacząłem mieć wątpliwości, bo jest to film Disneya, do tego z dubbingiem (mam nadzieję, że będzie też wersja z napisami), a to wszystko sugeruje raczej film dla dzieci. Czyli, jeśli mówimy o Burtonie to raczej Charlie (którego widziałem tylko fragmenty), niż Duża Ryba (bo w tym stylu sobie wyobrażałem ten film). A to szkoda...
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Shyamalan najwyraźniej chciał nakręcić pastisz kina sf lat 50., ale mu nie wyszło. Obok faktycznie mocnych scen (zabójstwo nastolatków) pojawiają się niezamierzenie śmieszne, zazwyczaj przez aktorstwo Deschanel i Leguizmano (dziwna relacja między nimi zgrzyta); co ciekawe, mimo że obsadzenie Wahlberga w roli nauczyciela fizyki wydaje się być pomysłem z gatunku "WTF?", to jednak radzi sobie całkiem przyzwoicie. No i w dodatku zabrakło pointy.
_________________ This whole death thing is starting to get a little played out. I mean, who dies nowadays anyway?
Nie mówiąc, że cały świat wykreowany w filmie bezsensowny i nielogiczny. W Gwiezdnych Wojnach, które są fantasy, a nie s-f wszystko się trzyma kupy, a tutaj niezbyt.
Khem. Gdzieś coś czytałem że w tym filmie korzystano z pomocy naukowców jak ten świat mógłby wyglądać. W neewsweeku chyba. I to co tam napisali wygląda na bardzo logiczne.
Może z tą logicznością świata to tylko Twoje wrażenie Seciu?
Materiału filmowego z Gwiezdnych Wojen widzieliśmy 794 minuty, a Avatara 162 minuty. Chyba w tym pierwszym przypadku łatwiej jest wszystko wyjaśnić i przekonać widza do "logiczności świata".
Może z tą logicznością świata to tylko Twoje wrażenie Seciu?
Może, może tez trochę dlatego, że ten film właśnie nie wie, czy ma być s-f, czy fantasy.
Uboot napisał/a:
Materiału filmowego z Gwiezdnych Wojen widzieliśmy 794 minuty, a Avatara 162 minuty.
To nie ma żadnego znaczenia. Nowa nadzieja miała 121 minut, Mad Max 93, itd.
Ciężko, mi tutaj przytoczyć o co dokładnie mi chodzi, bo nie pamiętam. Ale między innymi o to, że planeta ma słabą grawitację, ale nie widać tego za bardzo (choć pewnie w ten sposób autorzy chcieli wyjaśnić, czemu wszystko tam jest większe). Do tego istnienie jakiegoś tajemniczego gazu w atmosferze, to właśnie krok w stronę fantasy. Ale chodziło mi o coś więcej, tylko nie pamiętam co dokładnie. Oczywiście w takim filmie nie ma to większego znaczenia.
W każdym razie, chyba się zgadzamy, że to film, który należy zobaczyć w kinie, a do czasu zakupu 60 calowego telewizora 3D nie ma co nawet myśleć o oglądaniu go w domu.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
O kurde, tak popieprzonego filmu to naprawdę ze świecą szukać. Jakoś niedługo po premierze na świeżo ze znajomymi omawialiśmy o co w ogóle w tym filmie chodziło i kumpel, który wtedy był na jakimś koktajlu z tussipectem bo kuł do egzaminu, wypalił, że film jest głęboki w ch*j i niesie zajebiście ważne przesłanie, że
Spoiler:
jak wytępimy pszczoły i inne robaczki to matka natura nas za to zaj*bie
Ze względu na te skały, za które Ziemianie płacili tyle kasy. To dzięki nim też mieliśmy te wielkie drzewa życia.
Bioskały czy jak je tam nazwać, warunkowały całe życie na planecie, miały wpływ właściwie na wszystko... więc i na latające Hallelujah Mountains
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach