Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Błędy popełnione przez Pterry'ego
Autor Wiadomość
QbaJak 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Jastrzębie/W-wa
Wysłany: 17 Luty 2004, 20:17   Błędy popełnione przez Pterry'ego

temat transferowny z RB :D

ponizsze fragmeny Koloru Magii a Blaku Fantastycznego niekonsekwencji autora w wyjaśnianiu szoku kulturalnego

w Kolorze gdy Dwukwiat i Rince zostali uwięzieni na wyspie Krull, Dwukwiat tłumaczył Garhartowi (Mistrzowi Gościnności) zachowanie Rincewinda jako ów szkok

natomiast w Blaku podczas rozmowy na latającej skale Dwukwiat zapytany czy slyszal kiedys o szoku kulturorym odpowiada "A co to jest?"

KOLOR MAGII
W samym środku komnaty, na dywanie tak głębokim i miękkim, że Rincewind stąpał po nim niepewnie w obawie, że to jakaś kudłata, lubiąca podłogę bestia, stał długi stół uginający się pod ciężarem jadła. Były to głównie dania z ryb, między innymi największy i najpiękniej ozdobiony homar, jakiego mag widział. Stały też misy i patery z niezwykłymi potrawami, jakich nie widział nigdy. Ostrożnie wyciągnął rękę i wybrał jakiś fioletowy owoc obsypany zielonymi kryształkami.
- Kandyzowany morski jeżowiec - oznajmił zgrzytliwy, uprzejmy głos tuż za nim. -Wielki delikates.
Szybko upuścił jeżowca i obejrzał się. Zza ciężkich zasłon wyszedł jakiś starzec, wysoki, chudy i niemal dobrotliwy w porównaniu z innymi, jakich Rincewind ostatnio widywał.
- Purée morskich ogórków jest wyśmienite - poinformował konwersacyjnym tonem. - Te zielone kąski to młode rozgwiazdy.
- Dziękuję za ostrzeżenie - wykrztusił słabo Rincewind.
- Są całkiem dobre - wtrącił Dwukwiat z pełnymi ustami. - Myślałem, że lubisz morskie dania.
- Ja też myślałem. Z czego to wino? Wyciskane gałki oczne ośmiornic?
- Morskie winogrona - odparł starzec.
- Doskonale. - Rincewind wychylił kielich. - Niezłe. Może trochę słonawe.
- Morskie winogrona to rodzaj niedużych meduz - wyjaśnił obcy. -Ale naprawdę powinienem się przedstawić. Dlaczego twój przyjaciel nabrał takiego dziwnego koloru?
- Pewnie szok kulturowy - stwierdził Dwukwiat. - Mówiłeś, że jak ci na imię?
- Nie mówiłem. Jestem Garhartra, Mistrz Gościnności. Mój obowiązek i przyjemność polega na uczynieniu waszego pobytu tutaj możliwie rozkosznym. - Skłonił się. -Jeśli życzycie sobie czegoś, wystarczy poprosić.
Dwukwiat usiadł na ozdobnym fotelu z macicy perłowej, z kielichem oleistego wina w jednej, a kałamarnicą w cukrze w drugiej ręce. Zmarszczył czoło.
- Chyba czegoś tu nie rozumiem - wyznał. - Najpierw powiedziano nam, że mamy być niewolnikami...

BLASK FANTASTYCZNY
- A więc jesteś astronomem? - domyślił się Dwukwiat.
- Ależ nie -odparł Belafon. Skala dryfowała łagodnie wokół zbocza góry. - Jestem konsultantem do spraw sprzętu komputerowego.
- A co to jest sprzęt komputerowy?
- Na przykład to. - Druid postukał sandałem o skałę. - A przynajmniej to część. Zamienna. Dostarczam ją. Mają problemy z wielkimi kręgami na Równinach Wirowych. Tak przynajmniej twierdzą. Chciałbym dostawać bransoletę z brązu za każdego użytkownika, który nie przeczytał instrukcji.
Wzruszył ramionami.
- A do czego konkretnie to służy? - zapytał Rincewind. Cokolwiek, byle tylko nie myśleć o przepaści pod stopami.
- Można to wykorzystać, żeby... żeby wiedzieć, jaka jest w tej chwili pora roku.
- Aha... To znaczy, jeśli skałę pokrywa śnieg, to jest zima?
- Tak. To znaczy nie. To znaczy, przypuśćmy, że chciałbyś sprawdzić, kiedy wschodzi jakaś konkretna gwiazda...
- A po co? - wtrącił Dwukwiat, okazując zainteresowanie.
- No... może chcesz się dowiedzieć, kiedy obsiewać pola... - Belafon spocił się lekko. - Albo...
- Pożyczę ci swój almanach - zaproponował Dwukwiat.
- Almanach?
- To książka, która mówi, jaki jest dzień - wyjaśnił niechętnie Rincewind. - Pasuje do twoich zainteresowań. Belafon zesztywniał.
- Książka? - powtórzył. - Taka z papieru?
- Tak.
- To mi nie wygląda na metodę godną zaufania - oznajmił urażony druid. - Skąd książka może wiedzieć, jaki jest dzień? Papier nie umie liczyć.
Tupnął nogą o skałę, która zakołysała się niebezpiecznie. Rincewind przełknął ślinę i skinął na Dwukwiata.
- Słyszałeś kiedy o szoku kulturowym? - syknął.
- Co to jest?
- To, co następuje, kiedy ludzie poświęcają pięćset lat na wyregulowanie kamiennego kręgu, a potem ktoś przychodzi z książeczką, gdzie na każdy dzień jest jedna strona z krótkimi dobrymi radami, na przykład "Najlepsza pora do wysiewu fasoli" albo "Kto wcześnie z łóżka się zbiera, ten wcześnie umiera"... i wiesz, co jest najważniejszym problemem szoku kulturowego, o którym koniecznie trzeba...
- Rincewind przerwał, by nabrać tchu. Przez chwilę bezgłośnie poruszał wargami, próbując sobie przypomnieć, dokąd doprowadził to zdanie. - ... pamiętać? - dokończył.
- Co?
- Nie wolno narażać na ten szok człowieka, który pilotuje tysiąc ton skały.
_________________
Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
  
 
 
 
QbaJak 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Jastrzębie/W-wa
Wysłany: 17 Luty 2004, 20:27   

kolejny błąd dotyczy książek-biografii w gabinecie Śmierci i pochodzi z Morta

chodzi o to że w biografi Alberta znalazło się stwierdzenie dotyczące Ysabell, że kłamie, jednak nie pochodziło ono od Alberta, a od samej książki

jednym słowem powinno być tak że biografia opisuje odczucia wewnętrzne danego człowieka + to, co on sam obserwuje, a biografia Alberta złamała tę zasadę


"- Więc mi pomóż.
- A co mi z tego przyjdzie?
- Pewnego dnia możesz potrzebować przyjaciół po Tamtej Stronie - odpowiedział Mort. Zastanowił się chwilę i dodał: - Na twoim miejscu uznałbym, że nawet w ostatniej chwili duszy nie zaszkodzi szybkie oczyszczenie. Niektórym z tych, co na ciebie czekają, może mniej smakować.
Albert zadrżał i przymknął oczy.
- Nie masz o tym pojęcia, o czym mówisz - oświadczył. Emocje wygrały z gramatyką. - Inaczej byś tego nie mówił. Czego ode mnie chcesz?
Mort wytłumaczył.
Albert zaśmiał się.
- Tylko tyle? Tylko zmiany? Rzeczywistości? To niemożliwe. Nie istnieje już magia do tego zdolna. Wielkie Zaklęcia to potrafiły. Nic więcej. I to wszystko, więc teraz możesz sobie robić, co ci się podoba i powodzenia. Wróciła nieco zdyszana Ysabell. Ściskała pod pachą ostatni tom życia Alberta. Albert znowu pociągnął nosem. Maleńka kropelka na samym czubku fascynowała Morta. Zawsze była na skraju kapnięcia, ale jakoś zawsze brakowało jej odwagi. Tak jak jemu, pomyślał.
- Książką niczego nie możecie mi zrobić - oznajmił niespokojnie stary mag.
- Nie mam zamiaru. Ale przyszło mi do głowy, że człowiek nie zostaje potężnym magiem mówiąc cały czas prawdę. Ysabell, przeczytaj, co się tam pisze.
- Nie możesz wierzyć we wszystko, co tam znajdziesz!
- "...wybuchnął, wiedząc w drżącej głębi swego serca, że Mort z pewnością może..."
- przeczytała Ysabell.
- Przestań!
- "...zawołał, starając się ukryć w mrokach umysłu wiedzę, że jeśli nawet nie da się
zatrzymać Rzeczywistości, można ją nieco przyhamować."
JAK?
- "... zaintonował Mort ołowianym głosem Śmierci" - zaczęła Ysabell.
- Dobrze, nie musisz czytać o mnie - burknął zirytowany Mort.
- O wszystko masz pretensje. Mam przepraszać za to, że żyję?
NIKT NIE UZYSKA WYBACZENIA ZA ŻYCIE.
- I nie mów tak do mnie. Dziękuję ci uprzejmie, ale mnie nie przestraszysz - rzekła. Zajrzała do księgi. Pisząca się właśnie linia stwierdzała, że kłamie.
- Powiedz jak, magu - zażądał Mort.
- Moja magia to wszystko, co mi jeszcze zostało - jęknął Albert.
- Nie jest ci tu potrzebna, nędzniku."


ponadto w Morcie znaleźć można jeszcze cytat w którym Śmierć przyznaje się do tego, że jest zabójcą... chodź wszyscy wiedzą, że tak nie jest :P
_________________
Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
  
 
 
 
QbaJak 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Jastrzębie/W-wa
Wysłany: 17 Luty 2004, 22:26   

jeszcze na dokładke coś, czego ni było na RB z Czarodzicielstwa (sam początek)

wszyscy wiedzą że magowie przewidują swój koniec, tzn czas kiedy przychodzi po nich sam Śmierć, wiemy także, że tytuł mag nie określa czegoś czym się zajmujesz, ale to kim jesteś <ukłon w strone Rincewinda> wiec nawet jesli zrezygnujesz z magii to magiem zostajesz do końca... poczytajcie sobie fragment ;)

Letni grom przetoczył się po piaszczystych wydmach. Daleko w dole fale zasysały kamienie tak hałaśliwie, jak staruszek z jednym zębem, który dostał lizaka. Kilka mew wisiało w prądach wznoszących czekając, aż coś się zdarzy.
Ojciec magów siedział wśród kęp morskiej trawy na krawędzi urwiska, trzymał dziecko na rękach i spoglądał w morze.
Przetaczała się tam czarna chmura. Sunęła ku lądowi, a blask, który spychała przed sobą, miał gęstość syropu, jak często się zdarza przed naprawdę wielką burzą.
Nagła cisza za plecami sprawiła, że ojciec magów odwrócił się i zaczerwienionymi od łez oczami spojrzał na wysoką postać w czarnej szacie z kapturem.
IPSLORE RUDY? zapytał przybysz. Glos był głuchy jak jaskinia, ciężki jak gwiazda neutronowa.
Ipslore uśmiechnął się strasznym uśmiechem człowieka nagle obłąkanego. Podniósł dziecko, pokazując je Śmierci.
— Mój syn — oznajmił. — Nazwę go Coin.
IMIĘ NIE GORSZE OD INNYCH, stwierdził uprzejmie Śmierć.
Puste oczodoły wpatrywały się w małą okrągłą buzię otuloną snem. Wbrew plotkom Śmierć nie jest okrutny; jest po prostu perfekcyjny, straszliwie perfekcyjny w swej pracy.
— Zabrałeś jego matkę — rzekł Ipslore.
Było to obojętne stwierdzenie, na pozór bez gniewu. W dolinie za klifami dom Ipslore’a zmienił się w wypaloną ruinę; wzmagający się wiatr roznosił już po wydmach delikatny popiół.
TAK NAPRAWDĘ TO ZMARŁA NA ATAK SERCA, wyjaśnił Śmierć. SĄ GORSZE SPOSOBY UMIERANIA. MOŻESZ MI WIERZYĆ.
Ipslore spojrzał w morze.
— Cała moja magia nie zdołała jej ocalić.
ISTNIEJĄ MIEJSCA, GDZIE NIE DOCIERA NAWET MAGIA.
— A teraz przyszedłeś po dziecko?
NIE. TO DZIECKO MA SWOJE PRZEZNACZENIE. PRZYBYŁEM PO CIEBIE.
— Aha. . .
_________________
Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
  
 
 
 
Spaggs
[Usunięty]

Wysłany: 24 Luty 2004, 18:37   

Jedna sugestia na początek, może darujmy sobie te przydługie cytaty. Ci co mają książki sprawdzą sami, a pozostali uwierzą na słowo:)

Co do niekonsekwencji, to rzeczywiście było ich trochę. Terry jakby w trakcie pisania kolejnych tomów zmieniał koncepcje niektórych realiów. NP:

- W pierwszym tomie wspomina o Elfach mieszkających na Dysku. "Panowie i Damy" zaś opierają się na tym, że Elfy odeszły dawno temu.

- Na początku Śmierć cały czas poluje na Rincewinda i stara się go zabić, choć ten wciąż ucieka. Rażąca niekonsekwencja. Wyraźnie widać tu, że w pierwszych tomach Śmierć sam decydował o życiu istot, podczas gdy później musiał ściśle trzymać się zasad. W czarodzicielstwie sam Śmierć osobiście zapewnia Rinca, że jego czas jeszcze nie nadszedł.

- Dwukwiat mówi tylko w agatejskim i na początku zawsze potrzebuje tłumacza, Jednak w "Blasku..." pod koniec dogaduje się z każdym w jego własnym języku... Kiedy zdążył się go nauczyć?

- Światło Dysku opisywane jest jako niezwykle powolne, tak, że wręcz leje się z niesamowitą powolnością przez krajobraz. Niestety nijak nie przekłada się to na fizykę świata. W tak wolno poruszającym się świetle dnia wszystkie ruchy powinny być zauważone z dużym opóźnieniem, gdyż światło dłużej wędruje od obiektu do oka obserwatora. Przynajmniej tak to powinno działać w przypadku luster. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Autor sam to chyba zauważył, dlatego w dalszych tomach wycofał ten pomysł, który był ciekawy, jednak bardzo niepraktyczny.

- Niewidoczny Uniwersytet. Pamiętacie, jaki sajgon tam panował w "Blasku..."? Wszyscy wręcz wyżynali się nawzajem, by awansować na wyższy stopień. Jednak w miarę upływu czasu ten zwyczaj znikł zupełnie.

Tyle na razie, jak coś mi się przypomni, dam znać:)
 
 
Erpegis 


Wiek: 25
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Miasto moje a w nim.
Wysłany: 24 Luty 2004, 19:38   

Cytat:
pierwszym tomie wspomina o Elfach mieszkających na Dysku. "Panowie i Damy" zaś opierają się na tym, że Elfy odeszły dawno temu.


Niby tak, jednak w tym samym tomie babcia W. stwierdza, że spotyka się takich, którzy twierdzą, że są elfami.

Co do Uniwersytetu, to był to wpływ Ridcully'ego, HEXa, i Chochlikowych Urządzeń. Po szczegóły: TLC: o wpływie HEXa na ambicję młodszych magów. Thruth: o Impach (Jak nazywał się ten bazar koło uniwersytetu?), i zdaje się Hogfather: o tym, jak Ridcully traktował pretendentów do tytułu nadrektora.
 
 
settler 
Pirat Rabarbar


Dołączył: 14 Lut 2004
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 25 Luty 2004, 13:39   

tak... bylo o tym w jakims (jakis) tomie (tomach) :)

od czasu Ridcullego magowie ograniczyli zabawe w 'czyjes buty' (nie pamietam jak to sie nazywalo dokladnie, ale chodzilo o zajmowanie butow po tych co... odeszli

a wiadomo, ze mloda ekipa (z HEXem i innymi dziwnymi pomyslami) tez mocno wplynela na uniwersytet (chodz prawdziwi magowie najwyzszych poziomow i tak im nie ufaja, chociaz ich zabawki czasem dzialaja)




czytajac Maurycego trafilem na moment, gdzie jest powiedziane, ze szczurami wstrzasnelo to, ze śnią...
z tego co wiem to zwierzeta (normalne, nie Przemienionie) tez snia, widzialem psa co przez sen cos tam jeczal
nie wiem jak to jest u szczurow, musze swojego poobserwowac i moze sie czegos dowiem

czy moze ktos czytal jakies naukowe opracowanie na temat snu zwierzat?
 
 
 
Vanti 
Moderator


Wiek: 27
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Konin/Warszawa
Wysłany: 25 Luty 2004, 23:36   

Ja tez znalazlem maly blad w "ZM". Otoz na str. 190 dochodzi do takiej wymiany zdan:
"- Jak w ksiazce Dicka Livingstone'a? - zapytal Hopwick.
- Tak, zgadza sie, jak u niego i... - zaczal Maurycy.
- Jak w kreskowkach? - zapytal kapral Knopf."
Przepraszam bardzo, ale od kiedy na Dysku sa kreskowki?
_________________

And I know that we've still got time
But I do not think we're invincible

"Juggernauts" Enter Shikari
 
 
 
Erpegis 


Wiek: 25
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Miasto moje a w nim.
Wysłany: 26 Luty 2004, 07:52   

Od "The Thruth". Angielskie słowo cartoon oznacza zarówno kreskówkę, jak i komiks.
 
 
Aida
Gość
Wysłany: 26 Luty 2004, 10:26   

I zdaje się, że w oryginale chodziło właśnie o komiksy (tak zapamiętałam z tego co czytałam tam).

A PTerremu się dziwię. Ma w domu kilka kotów, a pisze tak, jakby nie znał zwierząt. Po pierwsze zwierzęta śnią; mój kot miał zwyczaj miauczeć i przebierać łapami, mój pies gada przez sen jak człowiek (znaczy szczeka).

W dodatku we wstępie do "Wielkiej Księgi Fantasy", Pratchett jako różnice pomiędzy ludźmi i zwierzętami, podaje umiejętność fantazjowania i wyobraźnię, których te ostatnie rzekomo nie posiadają. Być może zdziwiłby się, zobaczywszy mojego kota, łowiącego "niewidzialne myszy" i polującego na "niewidzialnych przeciwników" (...dwa piętra galopem, przeturlanie, śmiertelny atak na puste powietrze...), ewentualnie mojego psa z okrucieństwem maltretującego piszczącą boleśnie, gumową zabawkę.

Pomijając fakt, że wyobraźnia jako taka, jest niezbędna przy wykonywaniu nawet najprostszych czynności takich jak: przenoszenie przedmiotów, polowanie, planowanie zadań, jazda samochodem...

Zaiste, ślepota niepojęta. ;)
 
 
Black Dagger 


Dołączył: 14 Lut 2004
Skąd: Kraków
Wysłany: 13 Marzec 2004, 21:54   

Pod koniec Blasku Fantastycznego Rincewind pozbywa się zaklęcia ze swojej głowy i planuję nauczyć się w końcu magii, a w następnych książkach Rincewind ciągle nie może czarować. Dlaczego?
 
 
Aida
Gość
Wysłany: 14 Marzec 2004, 10:36   

Zdaje się, że on od początku nie miał większego talentu. Przecież przydzielono go do biblioteki z a n i m przeczytał Octavo.
 
 
Spaggs
[Usunięty]

Wysłany: 15 Marzec 2004, 08:53   

Pozwólcie, że zacytuję z pamięci:
"Gdyby na przykład Rincewind umarł, średni poziom umiejętności magicznych na dysku zwiększył by się odrobinę..."

albo:

"Większość ludzi na dysku rodzi się z umiejętnościami magicznymi na poziomie najniższym, czyli pierwszym.
Jednakże podejrzewa się, że Rincewind w swym życiu nie osiągnął nawet poziomu zerowego..."
 
 
QbaJak 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Jastrzębie/W-wa
Wysłany: 15 Marzec 2004, 09:08   

Mi to sie tam wydaje ze to zaden błąd tylko ze teraz odnosząc się do cytatu Spaggsa to chcąc nie chcac musze sie nie zgodzić, nie wiem czy pamiętacie ale w czarodzicielstwie Rincewindowi udało się rzucić całe 2 (słownie: dwa) czary - jako że powietrze było przesycona magią - jeden to budyniowate schody kiedy wydostawał się z "jamy z wężem" wraz z początkującym barbarzyńcą (imienia nie pamietam - i ja głupi właśnie w ten weekend wywiozłem DC do domu, ale jakoś żal mi go było w akademiku trzymać :P ) a drugi wymierzony w ludzi z gwiazdami na czołach - tylko teraz nie wiem czy to nie było w BF i jeszcze za sprawą Octavo ale co tam ;)

Przypomniałem sobie ten 2 był jednak w BF, wiec możecie zapomnieć, a mi sie po prostu nie che całego posta zmieniać :?
_________________
Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
  
 
 
 
Aida
Gość
Wysłany: 15 Marzec 2004, 13:45   

Jeszcze zamek w drzwiach otwierał.
 
 
Black Dagger 


Dołączył: 14 Lut 2004
Skąd: Kraków
Wysłany: 15 Marzec 2004, 18:56   

QbaJak napisał/a:
wydostawał się z "jamy z wężem" wraz z początkującym barbarzyńcą (imienia nie pamietam - i ja głupi właśnie w ten weekend wywiozłem DC do domu, ale jakoś żal mi go było w akademiku trzymać :P )


Ten początkujący barbarzyńca to Nigel Niszczyciel, syn Harebuta Kupca Korzennego :)
 
 
Spaggs
[Usunięty]

Wysłany: 17 Marzec 2004, 10:51   

Żadna pomyłka z mojej strony. Po prostu założyłem, żę mówimy o sytuacjach, w których Rince SAMODZIELNIE bez niczyjej pomocy ani środków wspomagających korzysta z magii. W Blasku zaklęcia rzucają się same. W Czarodzicielstwie pomaga mu magiczna aura zwiększająca moc magiczną. proste
 
 
Black Dagger 


Dołączył: 14 Lut 2004
Skąd: Kraków
Wysłany: 18 Marzec 2004, 21:49   

A tu:
Blask Fantastyczny
(o Ankh-Morpork) ,,Istniały większe miasta''

Jak to? W późniejszych książkach mówili że Ankh-Morpork jest największym miastem :?
 
 
Erpegis 


Wiek: 25
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Miasto moje a w nim.
Wysłany: 19 Marzec 2004, 08:14   

Ten fragment chyba odnosi się do wszystkich wszechświatów. Tam dalej jest coś takiego wspomniane.
 
 
qjoe
[Usunięty]

Wysłany: 28 Marzec 2004, 22:44   

Kolejną zmianą między Równoumagicznieniem a Ciekawymi Czasami jest zniknięcie wykładów w NU. Teraz wszyscy "profesorzy" mają wykłady 3B :twisted:
 
 
Krejt 
Administrator


Wiek: 28
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 29 Marzec 2004, 14:08   

qjoe napisał/a:
Kolejną zmianą między Równoumagicznieniem a Ciekawymi Czasami jest zniknięcie wykładów w NU. Teraz wszyscy "profesorzy" mają wykłady 3B :twisted:

To ewentualnie można zwalić na Ridcully'ego - reorganizatora. :)
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group